POSTRZAŁKI
Przeglądając zeszłoroczne zeszyty "Chasse illustre" znalazłem w Nr.5 tegoż pisma artykuł zatytułowany "Gibier perdu", z którego wyjątki w streszczeniu przytaczam, jako zasługujące na przypomnienie, przed mającym się wkrótce rozpocząć sezonem polowań na lotna zwierzynę.
Trudno uwierzyć, jak wiele marnuje się zwierzyny skutkiem ran, z postrzału otrzymanych. Dużo bardzo jest myśliwych, którzy, wybierając to, co im łatwiej przychodzi, nie chcą, a może nie umieją odszukać postrzelonej sztuki, i śmiało liczyć można dziesięć na sto, w ten sposób straconej zwierzyny.
Na kaleczenie zwierzyny wiele się składa przyczyn, z których najpierwszą jest nieumiejętne orientowanie się w oznaczeniu należytej odległości od strzałów. Myśliwy, zbyt krewki, albo psuje zwierzynę, strzelając do niej za blisko, lub rani przy zbyt dalekim strzale, zapominając, że odległość 40 kroków dla broni dzisiejszej jest najstosowniejsza. W Niemczech bardzo ściśle pilnują tej zasady, i z tego powodu zawsze ostrzegają o tem młodych myśliwych, mających brać udział w polowaniu.
Druga ważną bardzo przyczyną do fabrykowania postrzałków jest niewłaściwe dobieranie śrutu. Jedni używają śrutu za grubego, drudzy za cienkiego. Na kuropatwy, z początkiem sezonu, używać należy śrutu Nr.9, w drugiej połowie września Nr. 8, później już Nr. 7, czyli stosownie do pory, stopnia wykształcenia ptaka i jego zachowania się, odpowiednia grubość śrutu użyta być powinna. To samo stosować należy i do innego ptactwa.
Zwróćmy teraz uwagę na sposób odszukiwania postrzelonej zwierzyny. Zbytnia wilgoć, jak susza, niezmiernie utrudniają psu, nie tylko wynalezienie zdrowej, niestrzelanej zwierzyny, ale zdwajają jeszcze trudność z nieżywą, która, zastygając szybko, traci właściwy swój zapach. Amatorowie polowania z wyżłem, umiejętnie biorący się do rzeczy , śmiało stwierdzić można, że dziewiętnaście razy na dwadzieścia odnajdą to, co drudzy już za przepadłe uważają. Skoro po strzale pies zauważy, gdzie padnie ubita sztuka, to idąc po nią, na rozkaz pana, zawsze łatwo ja odnajdzie i przyniesie; lecz jeśli kuropatwa lub inny ptak zostanie postrzelony, i pada dopiero uleciawszy znaczną przestrzeń, lub też zostanie w skrzydło zbarczonym, to taka sztukę trzeba umieć odnaleźć. Zbyt nerwowy lub niedoświadczony myśliwy w takich razach zazwyczaj, wspólnie z psem biegnie w to miejsce, gdzie sztuka spadła, mniemając, że w ten sposób prędzej odnaleziona zostanie, tymczasem, bezwiednie szkodzi, zapominając, a może nie wiedząc o tem, że właśnie jego bliska obecność utrudnia psu poszukiwanie, i w ten czas sztuka ubita staje się łupem zwierząt lub ptaków drapieżnych. Dla wytrawnego myśliwego i lubownika zwierzyny odnalezienie postrzelonej sztuki więcej sprawia zadowolenia, aniżeli ubicie dziesięciu sztuk innych na jej miejsce. Taki myśliwy trzyma się pewnej odległości od miejsca, gdzie spadł ptak postrzelony, i nieprzedeptując jego śladu, pozwoli psu szukać, zachęcając go słowami łagodnemi. Poczciwe zwierzę, rozumiejąc znaczenie wyrazów, chętnie spełnia wole pana, dokłada starania w szukaniu i dopóty przekłada, wietrzy, aż znajdzie ubitego ptaka, którego z dumą i zadowolnieniem składa u nóg jego.
Źródło:
Jeździec i Myśliwy Nr. 11; Dwutygodnik Sportowy; Warszawa, 8(20)Czerwca 1895r.
Ogólnego zbioru Nr. 10; Rok V.
![]()