Hmmmm....od czego by tu zacząć....

Prawie każdy, kto ma psa, ma również jakąś specjalną historię, która uzasadnia dlaczego właśnie tą rasę wybrał a nie jakakolwiek inną, dlaczego ta  tak go oczarowała i zaczarowała.

Ze mną jednak było troszeczkę inaczej.....

Zawsze chciałam mieć psa. Niestety, pewne okoliczności sprawiały, że marzenie to nie mogło być spełnione. Ale w końcu się doczekałam i w naszym domu zamieszkała dalmatynka Kropka. Psy ofiarowują i przyjmują miłość bezinteresownie. Nie powiedzą Ci; nie wtrącaj się w moje sprawy, nie potrafię poświęcić wszystkiego dla Ciebie. Związek z psem odbywa się bez osądzania. Pies kocha Cię takiego jakim jesteś, pozostając z Tobą do końca swoich dni. Układa się przy Tobie do snu, budzi się przy Tobie co rano, daje Ci ciepło i poczucie bezpieczeństwa bez względu na to czy jesteś dzieckiem czy osobą dorosłą.

Trącając miękkim łbem Twoja dłoń gdy masz zły dzień, radosnym szczekaniem nakłaniając Cię do zabawy na dworze, liżąc Cię po twarzy ciepłym językiem kiedy płaczesz- pies koi twe troski i czyni Twoje życie bogatszym.

Taka właśnie była moja Kropeczka. Pierwszy ukochany, długo oczekiwany w domu piesek. Szybko stała się oczkiem w głowie wszystkich z rodziny, najbliższych sąsiadów i ich dzieci. Miała niecałe dwa lata, gdy ktoś poczęstował ją jakimś smakołykiem nadzianym trutką na szczury. Lekarze bezradnie rozkładali ręce gdyż na leczenie było już za późno: trucizna rozlała się po całym ciele.

Po Kropce pozostało mi niestety niewiele zdjęć a szkoda.... teraz dostarczyłyby mi wielu przyjemnych wspomnień.

 

Wytrzymałam tylko pół roku bez psa. Wiadomo, że jak człowiek pozna przyjaźń i wierność psa, zawsze będzie pragnął mieć następnego. I tak pewnego styczniowego wieczoru przyjechała do nas Amber. W moim zamyśle miała być seterką irlandzką, jednak.... wyrosła troszkę inna:) Ale jest cudowna. Bardzo gadatliwa: po powrocie domowników do domu z pracy czy ze szkoły zawsze opowiada jak to cały dzień dzielnie siedziała sama ( tak się nam przynajmniej wydaje) i wije się jak wąż między nogami.


To Amber zawdzięczam najwięcej: dzięki niej poznałam wielu fantastycznych ludzi- właścicieli seterów jak i innych wyżłów... dzięki niej zmieniłam tryb życia rozpoczynając wycieczki i podróże. Nawet spacerki zaczęły sprawiać mi większą radość. A ludzie, których poznałam okazali się wspaniałymi przyjaciółmi na których dobre słowo i radę mogę liczyć.


Ale wiadomo, że pies jak człowiek czy koń to zwierzę stadne: i tak w mojej głowie zrodziła się myśl o kolejnym psie. Wiedziałam, że mamę uda mi się przekonać, a już nam obu tata nie odmówi.


Początkowo nie planowałam wyżła niemieckiego-owszem podobały mi się, ale uważałam ze nie podołam odpowiedniemu wychowaniu psa tej rasy. Moim marzeniem była sunia setera szkockiego. Jednak los i nasze rodzinne Guru w postaci taty zdecydowali inaczej.

 

I tak do domu naszego przyjechała Czama z Czarnego Dworu.
Czama. Ten mały czarny stworek....


Jak burza zdobyła sympatię wszystkich domowników a także każdego sąsiada z bloku Szczególnie nasza ruda Amber pilnowała naszej małej czarnej- z wielkim zapałem wczuła się w role matki zastępczej. Nawet teraz, gdy Czamusia skończyła już rok Amber strzeże jej swym matczynym okiem gotowa bronić jej każdym momencie. Tak więc po domu naszym dumnie spacerowała sobie Amber, a za nią wdzięcznie podskakiwała czarna istotka na chudych nóżkach.


Na szczęście Czama okazała się bardzo posłuszną i pojętną sunią. Na szczęście- ponieważ wszystkiego co trzeba( i co było dobre) nauczyła się od rudej Amber, a dodatkowe lekcje u mnie mijały szybko i owocnie ponieważ w ogromnym stopniu kierowała się instynktem. Jest wyjątkowo towarzyską sunią, a po swojej matce zastępczej „odziedziczyła” wiele opiekuńczości. Gdy tylko w domu jest ktoś jest chory Czama nieustannie pilnuje tej osoby krzątając się ze smutkiem za nią lub warując pod łóżkiem. Wzruszająco przeprasza wtulając nos w dłoń.. budzi rankiem na spacer ciepłym oddechem do ucha…


Wiele by opowiadać…. Z całego serca chciałabym życzyć wszystkim przyszłym właścicielom małych piesków tak sympatycznego i miłego wychowywania szczeniaczka na dorosłego psa.


Dopełnieniem teraz już w pełni szczęśliwego życia stała się przeprowadzka do naszego nowego domu w fantastycznym miejscu…


Miejscowość ta Miasto-Ogród Sokolniki powstała w latach 1928-30 z rozparcelowanego majątku barona Aleksandra Rostockiego. On też wystąpił do władz z propozycją założenia osiedla. Historia wsi Sokolniki, leżącej nadal obok lasu sokolnickiego, jest dużo starsza, sięga czasów średniowiecznych. W wieku XVII wieś należała do Mikołaja Sokolnickiego, a pod koniec ubiegłego wieku nabył ją od Skarżyńskich znany łodzki fabrykant - Herbst.


Nasza rodzina do Sokolnik trafiła za sprawą moich konnych wycieczek z pobliskiego klubu jeździeckiego " Mała stajnia" w Helenowie. Miejscowość urzekła mnie swoją zielenią, czystym powietrzem, ławeczkami przy drogach i kilometrami zawiłych, krętych dróżek...
I kiedyś w kwietniu znalazłam ogłoszenie o sprzedaży domku, Obie z mamą więc zapakowałyśmy się do samochodu i pojechałyśmy oglądać. Naszym oczom pokazał sie taki widok gdy już dojechałyśmy na miejsce:


I oczywiście juz wiedziałyśmy, ze dom będzie nasz.


Zaczęły się długie starania o to by przekonać tatę, załatwić podstawowe formalności w banku.. i przeprowadzić się. Trwało to ponad 3 miesiące. Ale wreszcie mamy swoje miejsce w tym świecie.


Mamy niesamowite szczęście mieszkać tutaj, w Sokolnikach. Nasz domek położony jest w środku lasu, otoczony co prawda innymi działkami, ale każda z nich to osobna oaza spokoju: w bliskim sąsiedztwie sa rozległe pola, małe stawy, stadniny koni i przede wszystkim ta atmosfera która sprawia, ze chce się tutaj wracać.

 

W krótkim czasie do naszej załogi dołączyła mała puchata kulka, której nadaliśmy imię Leopold. Jego wychowaniem zajęła się Czama, więc w krótkim czasie okazał się bardzo dobrym myśliwskim kotem.. o psiej duszy.

Tak sobie mijało nasze życie spokojnie, gdy nadszedł dzień 1 lipca 2006. Dzień ten trwale zapisze się w naszej pamięci, wtedy bowiem urodził się pierwszy miot po naszej suczce Czamie. Urodziło się dziewięć małych smoków, które przypominają swojego ojca-Atosa. Wszystkie były zdrowe, duże i pełne energii już jako takie małe robaczki.
A Czama okazała się rewelacyjną matką, najpierw rodząc samodzielnie, a potem cierpliwie dbając o maluchy.

Tymczasem, pierwsze szczenięta Czamy dorosły. Ich pierwsze wystawy w klasie szczeniąt pokazały, że będą w przyszłościowe pod względem eksterieru: Amo dostał nawet tytuł Najpiękniejszego Szczenięcia BIS Pupy w Bydgoszczy. Zadowolona z tego podjęłam decyzję o zaawansowanym szkoleniu pod kątem użytkowości.

5.10.2008-Aghrawwodzie.jpg Pasja to coś, z czym się pies rodzi, resztę trzeba wypracować, lecz powinien się tym zając ktoś, kto się na szkoleniu zna. Bardzo łatwo  nauczyć psa czegoś złego- ale bardzo wyboista droga jest eliminacja tych złych nawyków. Podjęłam decyzję, że nie będę samodzielnie szkolić swoich psów. W kwietniu 2007 roku cała trójka wyjechała na 3 miesiące na szkolenie do p. Jacka Smoczyńskiego. Z tego szkolenia wróciły jako zupełnie inne psy: spokojne, zrównoważone, zdyscyplinowane. Ale to tylko podczas pracy w polu, w zabawie  i na spacerach cała TRÓJKA SZALEJE Z RADOŚCI. Mimo to, widzę, że moje smoki najlepiej realizują się podczas pracy w polu, skupione doskonale wykonują każde polecenie, doskonale okładają zakosami pole, maja twardą stójkę i dobry aport. Wszystkie odziedziczyły też ogromną pasję do pracy w wodzie.

5.10.2008-Amo-Poznan-03.jpg Pierwszy sezon wystawowy – od lipca do listopada to nieoczekiwane przeze mnie sukcesy Amo i Adory. W tym czasie zdobyły tytuły Młodzieżowego Championa Polski, Młodzieżowych Zwycięzców klubu, Zwycięzcami Polski 2007 roku oraz Zwycięzcami europy środkowo – Wschodniej.   I przyznam, że cieszy mnie to szalenie, ponieważ oceniane były przez wielu sędziów, zarówno z Polski jak i z zagranicy.

Rok 2008 rozpoczął się dla nas kolejnym zwycięstwem na wystawie Championów, gdzie Amo uzyskał tytuł Najlepszego w Rasie. Nie miałam wtedy żadnych nadziei na ten tytuł, zwłaszcza, że dzień wcześniej z Czamusią byliśmy w Czechach na jej ponownym kryciu.Wszyscy byliśmy zmęczeni podróżą i związanymi z kryciem emocjami. I tak 26 kwietnia urodził się drugi miot w naszej hodowli. Ojcem szczeniaczków został jeden z najpopularniejszych użytkowych reproduktorów w Czechach – Ataman Duma 5.10.2008-szczeniaczki.jpgKazana. I znów w naszym domu było ogromne poruszenie, zapach szczeniaczków, radości i pytania, jak maluchy będą dorastać i rozwijać się…

Szczeniaczki poszły do nowych właścicieli, dostarczają im wiele radości i zadowolenia… i to mnie najbardziej cieszy … a nasze życie znów toczy się dalej i dopisuje dalszy ciąg nam ludziom i naszym psim przyjaciołom.