22 grudnia 2007
Święta Bożego Narodzenia to najbardziej uroczyste święta w naszej tradycji. Święta, na które wszyscy czekamy z utęsknieniem. Święta, do których przygotowujemy się długo i starannie. Są to dni, kiedy poświęcamy więcej czasu i ciepła swojej rodzinie, bliskim a także nieznajomym.
Dziękuję wszystkim, którzy odwiedzają stronę poświęconą mojej hodowli.. Dziękuję za Wasze ciepłe i serdeczne wpisy w księdze gości. Te wszystkie dowody sympatii sprawią mi ogromną radość, każda Wasza obecność na tej stronie jest dla mnie najlepszym podarunkiem i motywacją do dalszej pracy. Dziękuję Wam za to, że jesteście ze mną każdego roku i gorąco pozdrawiam wszystkich odwiedzających.

Kochani życzę Wam
cudownych Świąt Bożego Narodzenia,
rodzinnego ciepła i wielkiej radości,
pod żywą choinką dużo prezentów,
a w Waszych pięknych duszach wiele sentymentów.
Świąt dających radość i odpoczynek,
a także nadzieję na Nowy Rok,
aby był jeszcze lepszy niż ten, który właśnie mija.
15 grudnia 2007
Jako dziecko zawsze z utęsknieniem czekałam na święta Bożego Narodzenia. Cieszyły mnie zwłaszcza pierogi – ulubiona potrawa wigilijna oraz prezenty. Co prawda Mikołaja ze sztuczną broda zawsze się bałam, ale prezenty dawał bardzo fajne, w zamian nie wymagał ode mnie wiele, bo przecież zawsze byłam bardzo grzeczna, więc kończyło się tylko na śpiewaniu kolęd. Gdy jednak zaczynałam dorastać święta nabrały dla mnie innego wyrazu, zaczęły kojarzyć się z ogromnymi porządkami domowymi. Dopiero niedawno zaczęłam jak dziecko cieszyć się ponownie tymi najważniejszymi dla nas świętami. Mimo, że wokół aura jest mało sprzyjająca, Boże Narodzenie zaczęło kojarzyć się z masowymi zakupami i promocjami - udało mi się zrozumieć magię świąt, spotkania przy wspólnym wigilijnym stole i radość jaką sprawiają ludzie zasiadający do uroczystej kolacji.
15 grudnia przy wigilijnym stole udało się spotkać ludziom z wielu miast rozrzuconych po całej Polsce: Warszawa, Olsztyn, Łódź, Gdańsk, Wyszków, Malbork, Pułtusk, Andrespol i Andrychów, a których łączy wspólna pasja, miłość do wyżłów, tych rudych, i kudłatych, szarych, czarnych i dereszy. Zarówno sympatyków, hodowców, właścicieli jak i tych którzy posiedli tę niezwykłą zdolność układania wyżłów do pracy. Była to dość pokaźna grupka ludzi bo 21 osób.
Kochani, bardzo się cieszę, że mogliśmy wspólnie zasiąść przy wigilijnym stole, wspólnie przygotować to jakże wyjątkowe spotkanie, wspólnie nakrywać stół i delektować się smakołykami które każdy ze sobą przywiózł, i charakterystycznych dla swojej rodziny, takie smakołyki jak strucla makowa Bartosza taty czy żurek z grzybami Stelli, pierogi i kapusta z grochem Ani, wspaniała ryba Gosi, nalewka wiśniowa Rafała, śledziki Marzenki i Domogałów czy wspaniała wędzonka Jacka z pewnością będą miłym smakowym wspomnieniem tego wieczoru. stół wigilijny był zastawiony po brzegi samymi wspaniałościami.
Niemałe wrażenia pozostawiło śpiewanie kolęd i pieśni myśliwskich, które nabrały szczególnego charakteru przez to, że śpiewali je Kasia, Włodek i Jacek, osoby o wyjątkowym wyczuciu i wspaniałych głosach, niemal każdy stwierdzał, że wzruszył się ich śpiewem.
Wspaniale było się móc wspólnie pośmiać i powspominać miniony rok, pójść na długi spacer z pasami, nie przejmując się zimnem i wiatrem wiejącym na wielkiej otwartej przestrzeni pól w Leźnicy, a potem przy kominku rozgrzewać się delektować herbatką z rumem.
Miłe chwile szybko zazwyczaj uciekają, ale pozostawiają wspaniałe wspomnienia, wrażenia, chciałabym zakończyć cytatem, który wyszukała Ania, a który powie wszystko:
„ Nie płacz, że coś się skończyło, tylko uśmiechaj się, że coś ci się przytrafiło"
(Gabriel Garcia Marquez)
Już czekam na kolejne spotkanie….
26 listopad 2007
Dawno się już nie zdarzyło, bym napisała newsy na czas. Nio i pewnie teraz bym
nadal siedziała nad kartka, poszukując weny twórczej, gdyby nie kilka osób,
które przemówiły mi do rozsądku, mówiąc ze nie mam się nad czym zastanawiać
tylko pisać to co w danym momencie myślę. A że mam wiele spraw na głowie, czas
chyba jednak coś do końca doprowadzić. Zwłaszcza, że wiele z tych rzeczy jest do
nadrobienia, chociażby praca z psami w łowisku- dzięki uprzejmości znajomych,
nasze psy mają możliwość rozwijania się, ćwiczenia pasji a ja uczę się każdego
dnia moich psów…
A tymczasem za nami najważniejsza polska wystawa, Międzynarodowa Wystawa w
Poznaniu, jedyna która przyznaje zwycięzcy rasy tytuł Zwycięzcy Polski. W tym
roku stawką był także tytuł Zwycięzcy Europy Środkowej i Wschodniej.
I w tym miejscu wszem i wobec się muszę pochwalić o sukcesach naszej wspaniałej
trójki łobuziaków oraz zaprzyjaźnionych wyżełków.
Amo Theogonia:
Ocena doskonała, lokata 1/4, CWC, CACIB, Najlepszy Dorosły Pies w Rasie,
Zwycięzca Rasy, Zwycięzca Polski, Zwycięzca Europy Środkowej i Wschodniej,
III Najlepszy Pies w Grupie VII
Adora Theogonia
Ocena doskonała, lokata 1/3, CWC, CACIB, Najlepsza Dorosła Suka w Rasie,
Zwycięzca Polski, Zwycięzca Europy Środkowej i Wschodniej
Aghra Theogonia
Ocena doskonała, lokata 2/3
Chlubą hodowli East-Point okazał się Amadeusz, który został Młodzieżowym
Zwycięzca Polski i Europy Środkowo-Wschodniej i Najlepszym Juniorem w Rasie.
Zaraz za nim uplasowała się słodka Jasminka.
Na tejże wystawie szerszemu gronu zaprezentowała się Zahra z Czarnego dworu-
sędziego zachwyciła jej budowa lecz dokładniejszej ocenie przeszkodziła jej
żywiołowa natura.
Cała nasza wyżłową paczkę fotografowali nasi przemili, prywatni paparazzi czyli
moja mama, Waldek, Iwona i Ania.
Niestety, fotek jest niewiele- wielkie hale, gdzie odbywają się zimami wystawy
nie służą dobrym zdjęciom….
Tydzień później pojechaliśmy do Kielc na wystawę międzynarodową. Nie jechaliśmy
tam jednak w dobrych nastrojach i pozytywnym nastawieniu. Była to 13 wystawa w
tym sezonie- czyli z góry przesądzone było, że coś będzie nie tak….
Kilka dni wcześniej nasza Aghra bardzo brzydko skaleczyła się w łapę, rana się
nie chciała bardzo długo zagoić. W rezultacie czarnulka nie wystąpiła na
wystawie. Ja jednak byłam tak zdenerwowana, że niestety wywarłam wpływ na
naszego Amo, pies się denerwował wystawą bardziej nawet niż ja, na ringu nie
zachowywał się spokojnie. Co miałam zrobić, zgłosiłam sędziemu że wycofujemy się
z konkurencji.
Jedynie Adora została zaprezentowana sędziemu- broniła honorów rodziny. Uzyskała
ocenę doskonałą i CWC…
Już po raz kolejny Kielce okazały się nam nieprzychylne, ale nie zawsze los
będzie nam sprzyjał. Dlatego patrzymy z uśmiechem w przyszłość, co nam następny
rok przyniesie….
Tymczasem zapraszam do działu Nasze psy, gdzie podstronę każdego z dzieci Czamy
wzbogaciliśmy w kilka informacji o ich sukcesach.
30 październik 2007
Niedawno jeszcze pisałam, że życie nasze spokojnie się toczy, teraz jednak muszę
temu zaprzeczyć: a to za sprawą fantastycznego weekendu w gronie fantastycznych
ludzi. Ale chyba tak wolę, gdy coś miłego się wokół nas dzieje, miłego do tego
stopnia, że całą sobą chcę się w to angażować.
Ale do sedna sprawy:
W sobotę, 27 października, w Łęczycy odbył się pierwszy Miejsko-Powiatowy
Hubertus- święto poświęcone św. Hubertowi. Historię-legendę o samym świętym
zna prawdopodobnie każdy i ten najmłodszy człowiek i ten z większym bagażem
doświadczeń życiowych. Legenda ta jest bardzo piękna i barwna, pełna najlepszych
wartości chrześcijańskich. To taka legenda z rodzaju tych, które wskazują
wewnętrzną przemianę ludzi w „tych” dobrych.
Według jednej z wersji tej legendy Hubert, pochodzący z rodu Merowingów, był w
młodości rozbrykanym człowiekiem, prowadzącym dość hulaszcze życie, mijające mu
wciąż na polowaniach w lesie. Ich kres przyszedł nagle, w dzień Bożego
Narodzenia- bowiem nawet wtedy Książe Hubert uganiał się za zwierzyną. Okazało
się jednak, że to wszystko do czasu: podczas galopady z psami, ujrzał potężnego,
białego jelenia ze świetlistym krzyżem nad czołem. To właśnie wówczas serce
Huberta drgnęło i wspomniało bogobojne życie, jakie powinien prowadzić.
Zaniechał polowania i zgodnie z boskim poleceniem wyruszył do Maastricht, gdzie
studiował wiedzę kanoniczną i gdzie rozpoczął działalność misjonarską. Swej
działalności nie zaprzestał nawet po otrzymaniu sakry biskupiej. Krótko po jego
śmierci został kanonizowany , ogłoszono go tez głównym patronem myśliwych. Jego
ciało wielokrotnie było ekshumowane, ostatnim miejscem jego spoczynku zostało
miasteczko dziś noszące nazwę Saint-Hubert. A ponieważ było to 3 listopada- do
dziś dzień ten jest świętem myśliwych.
To tyle o starych przekazach. Jednak stare podania nadal żyją w kulturze i
tradycji wielu narodów a 3 listopada obchodzony jest hucznie wielkim i
uroczystym polowaniem. Często poprzedzonym polową Mszą Świętą....
I właśnie taką polowa mszą rozpoczął się pierwszy łęczycki Hubertus. Przed
leśnym ołtarzem zebrali się myśliwi, leśnicy, sokolnicy, właściciele psów
myśliwskich. Wszyscy słuchali w skupieni słów kazania. Msza zakończyła się
przemarszem wszystkich obecnych na Zamek Królewski, gdzie odbyć się miała część
oficjalna.
Tam, już na miejscu, mieliśmy okazje posłuchać koncertu wyjątkowego zespołu
myśliwskiego jakim jest Par Force. Jest to chyba jedyny w naszym kraju zespół
grający na starofrancuskim instrumencie- trompe de chasse. Muzyka zachwyciła
chyba każdego obecnego na zamku i jestem tego w 100% procentach pewna, gdy tylko
rozbrzmiewały pierwsze dźwięki, wokół sceny szybko zaczynali się zbierać
słuchacze. I wcale się temu nie dziwię- chociaż już wcześniej miałam okazję
wysłuchać tych utworów z płyty- to teraz muszę powiedzieć, że najlepszy efekt
jest słuchając tych artystów na „żywo”. Wówczas to dopiero efekt jest
piorunujący.
Jako ciekawostkę dodam, że gra na tym francuskim instrumencie wymaga od
grających stania do słuchaczy tyłem- tylko wtedy, bowiem dźwięk się dobrze
roznosi.
Miło jest mi także dodać, że członkiem tego zespołu jest także Jacek Smoczyński,
człowiek wciąż z ogromną cierpliwością wyjaśniający nam tajniki pracy z psem.
Cóż jeszcze się działo? Długo by trzeba opowiadać i wiele opowieści rozpocząć-
w tym momencie niemożliwością jest dla mnie streszczenie w kilku słowach. Lecz
w iście minimalistycznym skrócie podaję resztę atrakcji łęczyckiego Hubertusa:
pokaz ptaków łowczych (sokoły i jastrzębie) przedstawiony przez p. Henryka Mąkę,
pokaz pracy psa myśliwskiego- w roli głównej Radek Rola i jego sunia rasy czeski
fousek- Awa z Wiślanego Łęgu, a na koniec- konna pogoń za lisem odbywająca się
na polach tumskich z widoczną w oddali kolegiatą w Tumie w tle.....
Foto-relację z tego święta przedstawiam poniżej:
Msza święta
Koncert zespołu Par Force
My-psiarze
Ptaki łowcze
Do pracy z psem
Bieg konny za lisem
PS. Wieczorem, wszyscy udaliśmy się na biesiadną galę myśliwska przy dziku, żurku i innych smakołykach. Lecz zmęczenie wzięło nad nami górę- porannego pokotu nie doczekaliśmy....
Dzień następny, czyli niedziela i długi nasz spacer- tak się niestety złożyło ze jesteśmy porozrzucani po całej Polsce i każde ewentualne nasze spotkanie długo jest planowane. Lecz jakże miło razem spacerować ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi!!
Niesamowite widoki ze spacerku uchwycił na fotografiach Rafał: piękne psie galopy, widoki, nasz malowniczy Sokolniki las brzozowy, to zdjęcia pełne radości. Oto one, miłego oglądania:
Spacer
Sokolniki Las
12 październik 2007
Nio i niestety przyszła jesień. Dookoła już drzewa gubią liście, drogi zasłane są żółto-czerwonym dywanem, a kasztany już dawno wyzbierane, poniewierają się po kieszeniach mojego płaszcza i torebki.
Życie w naszym domku, po podróżniczych i wystawowych wakacjach spokojnie się teraz toczy. Albo prawie spokojnie: praca, ćwiczenia z psami, remont Waldkowego mieszkania w Warszawie, ciągłe kursy na trasie Łódź-Warszawa….to jest właśnie to, co aktualnie zajmuje nam najwięcej czasu. Dopiero w ostatnią niedziele-7 października, po miesięcznej przerwie, wybraliśmy się na wystawę do Nowego Dworu Mazowieckiego.
Chyba standardem już będzie, gdy napiszę, że dzień zapowiadał się fatalnie. Przede wszystkim pogoda nam nie dopisała- słońce ukryte za chmurami, zimny wiatr atakujący nas ze wszystkich stron.. ponadto ring, na którym startowały wyżły i setery, niefortunnie znajdował się blisko ringu owczarków niemieckich, wokół którego biegało całe mnóstwo osób pokrzykujących wciąż do psów na ringu. Była to nader ciężka sytuacja- lecz przede wszystkim dla właścicieli; psy wciąż strzygły uszami, zaciekawione dźwiękami, kręciły się w miejscu, gotowe w każdej chwili przyłączyć się do zabawy piłeczką.
Na szczęście, wszystko inne poszło nam idealnie: sędzia Andrzej Szutkiewicz oceniał psy dokładnie lecz zarazem sprawnie i szybko. Zanim się spostrzegliśmy, przyszła nasza kolej.
Co osiągnęliśmy? Oto nasze wyniki:
Amadeusz East-Point - doskonały, lokata I, Zw. Młodzieży, Najlepszy Junior w Rasie
Aghra Theogonia - doskonała, lokata I, Zw. Młodzieży
Amo Theogonia - doskonały, lokata I, NDPwR, CWC, BOB, Best of Group II
Adora Theogonia - doskonała, lokata I, NDSwR, CWC
Piękna Jasminka przyjechała tylko towarzysko, jednak większość zainteresowanych WNK zwracało uwagę właśnie na nią. Dopiero za nią były Adora i Gruszka.
Poza spotkaniem z przyjaciółmi i wspólnym marznięciu podczas oczekiwania na nasza kolej, najprzyjemniejsze z całej wystawy były słowa sędziego, że cała trójka moich psów jest doskonała, że widać po nich że to rodzeństwo z tego samego miotu, i chociaż maja dopiero 15 miesięcy- doskonale się zapowiadają.
A oto kilka wspomnień z wystawy:
Amo
Adora
Aghra
Arek
28 wrzesień 2007
Niedawno pokazałam śliczny dyplom Młodzieżowego Championa Polski naszego Amo. Dzisiaj przyszło potwierdzenie tego tytułu dla naszej Adorki. Oto nasz kolejny dyplom:
25 wrzesień 2007
Fotki z wakacji to jedna z najlepszych pamiątek, jakie człowiek może sobie sprawić. Ja otrzymałam niedawno część tylko zdjęć z wakacji Arka- właściciela brązowego Arkesha. Fotki są tak niesamowite, ze musiałam się nimi podzielić- dostałam pozwolenie na publikację!! Od siebie dodam też zdanie… mam nadzieję, że uda mi się to kiedyś na żywo zobaczyć. Może za rok??
Miłego oglądania!!
17 wrzesień 2007
Chociaż sporo czasu już minęło od kiedy Amo ukończył swój Młodzieżowy Championat
to jednak teraz mogę się tym pochwalić już wszystkim, przedstawiając otrzymane z
Zarządu Głównego potwierdzenie o przyznanym naszemu Amolkowi tytule.
Oto ono:
5 wrzesień 2007
Nie wiem, która to już próba napisania tego newsa! Od niedzieli, co dzień siadam
do biurka i staram się sklecić klika słów ze sobą tak, by pokazać jak wiele
uczuć od soboty mną targa. Tymczasem dziś jest już wtorek, kartka wciąż pusta, A
w mojej głowie tworzą się tylko równoważniki zdań, poprzedzone zdumionym O
RANYYY..
W rezultacie wiele razy zarzucałam pomysł pisania, zagłębiając się po prostu w
lekturze czasopism. W ten sposób pochłonąwszy kilka artykułów odwróciłam swoje
myśli od ostatnich dni, i w ten sposób jestem gotowa do pisania:
Dzień pierwszy: 31 sierpień
Jak już wcześniej wspominałam wystawa klubowa VII grupy miała zakończyć nasz
wakacyjny sezon wystawowy. Chociaż w zeszłym tygodniu w 100% byłam pewna, że
powinnam zrezygnować z wyjazdu na klubówke. Przez cały tydzień pech mnie nie
opuszczał: nasz samochód odmówił współpracy i najnormalniej się zepsuł, Waldka w
Warszawie bezczelnie zatrzymała tona papierkowej roboty, ta świadomość, że
wakacje się kończą i czas wrócić do pracy, do tego kontuzja Amo wciąż o sobie
przypominała. Jak coś się wali- to oczywiście wszystko na raz!! Tu się okazało,
że przyjaciół mamy przewspaniałych: Bartosz (właściciel Czardasza) razem ze
swoim tatą zboczyli ze swojej trasy do Sokolnik i mnie, razem z mamą i całym
psim dobytkiem zabrał do Czerniejewa. BARDZO MU ZA TO JESTEM WDZIĘCZNA!!!!
Dzięki Bartoszowi udało nam się zdążyć także na godzinę 18.00 na spotkanie
członków klubu grupy VII z zarządem. Ale jakież było moje zdziwienie- chociaż
nie tylko moje, także Gosi Bartosza i Ani ( Która wraz z mała, słodką łobuzicą
Zahrą dołączyły do naszej grupy), jak mało osób na to spotkanie przybyło: chyba
nawet więcej było władz klubu niż członków klubu. Prezes klubu p.Andrzej
Brabletz ciekawie opowiadał o działalności klubu, zaprezentował „Rocznik 2006”,
pierwszy informator z danymi o najpiękniejszych psach z gr. VII, wynikach prób
pracy i konkursów. Informator ten, okazał się pasjonująca lekturą do poduszki.
Po spotkaniu, udaliśmy się na miejsce naszego noclegu, do Lednogóry. Udało nam
się znaleźć nocleg w naprawdę malowniczym miejscu, cichym i spokojnym, nad
jeziorem, z wielka łąką, gdzie to nasze psy mogły się wybiegać i jednocześnie
rozwijać swe wielkie prędkości i maleńką przystanią z pomostem, z którego z
wielką pasją, płosząc pływające kaczki wskakiwały do wody nasze wyżełki.
Tam tez, na miejscu, okazało się, że domek będziemy dzielić z urocza weimarką
Santa Gwiazda Wschodu i jej właścicielami. Spędziliśmy razem uroczy wieczór, na
opowieściach o psach, ich problemach i wystawach…pewnie moglibyśmy opowiadać
godzinami, ale trzeba było iść spać.. czekała nas wystawa…należało nabrać sił.
Dzień drugi – 1 wrzesień
Nigdy nie uważałam dnia 1-go września za jakiś szczęśliwy dzień, pewnie dlatego,
że zawsze się to wiązało z powrotem do szkoły. I takie samo miałam uczucie tego
dnia. Już od samego rana, gdy wstałam i zobaczyłam, że słonce raczej nas
rozpieszczać nie będzie. Runął cały plan eleganckiego ubioru na rzecz
cieplejszego sweterka…i cóż...ruszyliśmy na wystawę.
Samo Czerniejewo to miasteczko urocze, otoczone polami, małymi gospodarstwami, i
choć Wielkopolska słynie z rolnictwa, w Czerniejewie kwitnie kultura myśliwska i
hodowla bażantów.
XIV Klubowa wystawa Wyżłów, odbyła się w pięknej scenerii przypałacowego parku,
z samym gmachem pałacu w tle.
Psów nie było zgłoszonych wiele, dość jednak, by podzielić je na 4 ringi. Wyżły
niemieckie oceniał sędzia ze Słowacji: Pan Josef Jursa, sędzia znakomity i z
tego co słyszałam bardzo dokładny.
Nam jednak udało się przejść ocenę bezboleśnie i mimo dużej i znakomitej
konkurencji, każdy z moich psów otrzymał tytuł Młodzieżowy Zwycięzca Klubu.
Adora Amo
Ponadto Amo otrzymał także Zwycięstwo Rasy (to już 3 raz, Amo
sięgnął jako młodzież po ten tytuł),
I miejsce jako Najlepszy Junior Wystawy Klubowej,
III miejsce na Best in Schow!
Myśle też, że ogromną niespodziankę sprawiła Gosi migdałowooka Jasmine: najpierw
otrzymała Zwycięstwo Klubu, wygrywając klasę szczeniąt, a następnie bez trudu
zdobyła i MIEJSCE NA BISIE Szczeniąt. Arkowi poszło troszkę gorzej, ale to na
pewno była sprawa ukartowana – Arek już swoje 3 zwycięstwa o Tytuł Najlepszego
Szczenięcia miał, a Jasminie brakowało jednego, teraz mają po równo.
Na owej wystawie zadebiutowała także mała Zahra z Czarnego Dworu. Ta mała, dereszowata łobuzica podbiła serca chyba każdego – mimo tych ostrych igiełek, jakie tkwią w jej pyszczku. Choć wszyscy zastanawialiśmy się, jak się ta mała 4 miesięczna sunia zachowa na ringu – okazało się, że mała pokazała klasę i wraz z Bartoszem wywalczyli ocenę wybitnie obiecującą. Ze względu na dużą różnicę wieku (2 miesiące), występującą pomiędzy prezentowanymi wyżełkami, sędzia nie przyznał Tytułu Najlepszego Babie,
I tak wystawa się zakończyła, a my nie do końca świadomi, ile wygraliśmy
wróciliśmy do Lednogóry. Tam już na miejscu wesoło uczciliśmy nasze zwycięstwa,
przy pomocy przepysznych-choć zdradzieckich drinków z ogórkiem, przygotowanych
przez Przemka- Właściciela Santy. Oj, smakowały nam te „napoje”, delektowaliśmy
się nimi przy grillu.. choć szybko nas tez pogoniły spać :D
Dlatego zakończę już teraz opowiadanie, choć nasza wycieczka miała jeszcze ciąg
dalszy- pojechaliśmy jako obserwatorzy na Field Triasy…może innym razem o tym
opowiem?
25 - 26.08.2007
I oto kolejna wystawa z nami.
W tym roku Białostocki Oddział Związku Kynologicznego zorganizował pierwszą
swoja międzynarodową wystawę, dobierając naprawdę doborową, zagraniczną obsadę
sędziowską. Cała Grupa VII sędziowana była przez pana Petera Rehanka z Czech. Na
wystawę zgłoszone były tylko Amo i Adora, jednak my pojechaliśmy wszyscy, całą
rodziną.
Białystok bowiem, to strony bardzo chętnie przez nas odwiedzane- 30 km od
stolicy województwa podlaskiego tuz pod lasem, w przytulnym drewnianym domku,
mieszka nasza kochana Iwona ze swoją rodziną i hodowlą . Zawsze milo się do nich
jeździ – i tym razem nie było inaczej: ognisko, grill, pogaduchy do późnej nocy
(i to nie tylko o psach), spotkanie z „duchem puszczy”…oj, wiele się działo!
Najważniejsze, że u Iwony spotkaliśmy się wszyscy: ja, Waldek i Gosia, miałam
też okazję poznać na samej już wystawie Rafała – Piaskowego Dziadka i jego Xsarę.
Ach! W zachwyt wprawił mnie profesjonalny aparat Rafała, którym natychmiast
obfotografowałam psy, a o który tez musiałam walczyć z moim Waldkiem. Muszę
jednak przyznać, że Waldek zrobił nam wszystkim piękne fotki na ringu.
Cóż jeszcze o wystawie?
Spotkaliśmy tam także pana Jacka Smoczyńskiego, który szkolił nasze psy: Adorka,
chyba najbardziej tryskała radością, ba, nawet zachwytem, do tego stopnia, że
się mu prawie na ręce wpakowała. Poza panem Jackiem spotkaliśmy na tej wystawie
wielu miłych ludzi, sympatyków naszych wyżełków, od których otrzymaliśmy wiele
dowartościowujących mnie słów na temat mojej hodowli…miło słyszeć jak ktoś nas
chwali.
A co do wyników :
Szczenięta Gosi idą przez wystawy przebojem i chyba zgodnie wymieniają się
zwycięstwami. Tym razem Jasmine podbiła sędziów swoimi pięknymi oczami (no wiem,
że nie tylko tym), pokonując 2 inne szczenięta WNK z Łotwy i finalnie uzyskując
tytuły:
Jasmine - Best Puppie in Breed oraz III miejsce na Best in Show Puppie.
Arek zaś dzielnie wybiegał ocenę wybitnie obiecującą I doskonały opis.
Teraz kolej, by opisać zwycięstwa moich Klusków. Mimo
bolesnej kontuzji, jakiej uległ Amo, wybiegał on na ringu ocenę doskonałą,
kolejne już Zwycięstwo Młodzieży.
Amo, wystąpił na ringu dzięki wyrozumiałości sędziego.
Adorka, otrzymała również oceną doskonałą i kolejne Zwycięstwo Młodzieży, jednak tym razem Amo i Adora nie stanęli już do porównania przeciwko sobie, walkowerem tytuł Najlepszego Juniora w Rasie przypadł Adorze, która, tym samym, powtórzyła sukces brata, na swojej trzeciej młodzieńczej wystawie otrzymała trzecie zwycięstwo i zakończyła Młodzieżowy Championa Polski.
Iskra Myśliwska Wiktoria pana Jacka Smoczyńskiego otrzymała CWC oraz wniosek o CACIB (kolejna suczka o pięknych oczach), zaś Xsara Rafała zgarnęła wśród Weimarów wszystko – CWC. CACIB, BOS, BOB oraz II miejsce na Best of Group!
I tak wystawa się zakończyła, my wszyscy wróciliśmy do domu…do
Iwony, gdzie spędziliśmy miły wieczór przy ognisku…Miło by było to powtórzyć.
Kolejnego dnia, rankiem trzeba było już wracać do domu do Sokolnik, lecz już z
głowami pełnymi myśli o kolejnym spotkaniu…
Archiwum 31.06.2007 - 20.08.2007
Archiwum 09.01.2007 - 19.06.2007
Archiwum 07.02.2006 - 21.12.2006